W mediach

Felieton o książce Krzysztofa Trojanowskiego "Marcel Carne"

14.IX.2012, „Myśli na dobry dzień”, Pr. I PR godz. 4.55


KOMEDIANCI

Dzień dobry Państwu

Lubię wieczorem posłuchać radia. Oczywiście jeśli aktualnie nie „siedzę” w jakieś książce, bo wtedy nie potrafię się skupić i słucham najwyżej coś z muzyki klasycznej.

Pewnego wieczoru natrafiłam, właśnie w jakimś radiu, na interesującą rozmowę o filmie – z ks. Markiem Kotyńskim. Znam innego znawcę filmowego, też księdza, Marka Lisa, ale tym razem to nie był on. No i usłyszałam ciekawą opinię – że dzieło (a mowa była oczywiście o dziele filmowym) po ukończeniu nie należy już do Autora, ale do Odbiorcy. I tak właśnie stało się z filmem „Komedianci”(to polski tytuł). Gdy w myślach próbuję wręczać mojego prywatnego Oscara, to z pewnością otrzymał by go właśnie ten francuski film. A przecież minęły już dziesiątki lat, gdy widziałam go w kinie, czyli jakby „na żywo”, bo potem czasem dawano powtórki w telewizji. I nagrałam go raz nawet na kasetę, lecz już moje video spoczęło w domowym muzeum techniki, i nie ma odważnych, by je uruchomić.

Cóż takiego urzekającego było w „Komediantach” że wciąż pamiętam ten film? Gdy więc podczas jakiejś kolejnej mojej bytności w radiowej bibliotece natrafiłam na półce z nowościami na książkę Krzysztofa Trojanowskiego „Marcel Carne – klasyk francuskiego kina”, natychmiast ją pochwyciłam łapczywie. To Marcel Carne stworzył „moich” „Komediantów”. Pomyślałam więc sobie, że jeśli dowiem się czegoś bliższego o twórcy i o kulisach powstania tego dla mnie kultowego filmu, to może go jakby trochę odczaruję.

Była to szansa, żeby zrozumieć lepiej mój zachwyt.

No i zagłębiłam się w lekturze. Tomisko liczy 400 stron drobnym drukiem. Autor, Pan Krzysztof Trojanowski, jest nie tylko naukowcem w Torunia, ale ma też na koncie liczne przekłady literackie i publikacje w języku polskim i francuskim z dziedziny kultury Francji i historii kina. Jednym słowem – osoba kompetentna.

Szybko czytać się tego dzieła nie daje, ale jednocześnie lektura jest wciągająca i dla mnie bardzo wzbogacająca w wiedzę.

Rozdział poświęcony filmowi „Komedianci” liczy około 50 stron, co stanowi 1/8 całości, czyli – jak wyliczyłam swoim technicznym umysłem – 20%. Nareszcie w jednym miejscu mam zgromadzoną całą wiedzę o tym filmie – różne ciągi zdarzeń, tropy, a nawet wątki ukryte dotyczące preferencji seksualnych bohaterów i twórców filmu, co jest teraz takie modne. Ale też to byłoby zbyt proste, żeby całą duchowość i tajemnicę sprowadzić tylko do tych aspektów. Zbyt proste! No i chyba mylące. Bo jest tak, jak powiedział ks. Marek Kotyński – dzieło żyje własnym życiem.

W tym filmie każdy kogoś kocha, ale jakby bez wzajemności. Taki łańcuszek, Oczywiście przeważnie są to miłości nieszczęśliwe, wiadomo. Można się pogubić w bohaterach, ale dla mnie najważniejsi to była główna bohaterka Garance, oraz Baptysta, mim. No może jeszcze jego żona. Te trzy osoby to był taki jakby typowy trójkąt. Ale może nawet nie fabuła była tak wciągająca, jak sama atmosfera, i gra aktorów. Jean Louis Barrault przez całe lata pozostawał dla mnie największym francuskim aktorem, choć potem nastała era Gerarda Philippa. Który odszedł jednak przedwcześnie. I był urzekająco piękny. Potem przyszła era brzydali, począwszy od Fernandela, potem Belmondo, Depardieu i wielu innych. I co Francuzi w nich widzą takiego fascynującego?

A oto co pisze Autor książki o Marcelu Carne i jego dziele:

„Od czasu premiery „Komedianci” wciąż budzą zainteresowanie w swojej ojczyźnie. Kiedy w stulecie kina ogłoszono we Francji plebiscyt na najpopularniejszy film rodzimej produkcji, dzieło Marcela Carne wygrało bezapelacyjnie. Przeszło pół wieku po wejściu na ekrany (a dodam że było to w marcu 1945 roku) ”Komedianci” po raz kolejny zatriumfowali”. I dalej tak dodaje:

„Z pewnością zdumiewać może fakt, że film nie otrzymał żadnej liczącej się nagrody – ani w kraju, ani za granicą, poza nominacją do Oscara za scenariusz w 1947 roku”.

No cóż, prawdziwa sztuka zawsze przetrwa, zawsze się obroni. A mówię to do tych, którzy być może też zasługują na nagrody, ale ich nie dostają.

Mówiła Elżbieta Nowak

 

 

 

Szymon Zdziebłowski

PAP - Nauka w Polsce

http://www.naukawpolsce.pap.pl/palio/html.run?_Instance=cms_naukapl.pap.pl&_PageID=1&s=szablon.depesza&dz=ksiazka&dep=384811&data=⟨=PL&_CheckSum=678613535

Opowieść o pradziejowych podróżach morskich

 

Nakładem Wydawnictwa Naukowego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika ukazała się pierwsza książka polskiego autorstwa tak szeroko omawiająca najwcześniejszą obecność człowieka pośród dróg wodnych. "Argonauci epoki kamienia. Wczesna aktywność morska od pierwszych migracji z Afryki do końca neolitu" to publikacja autorstwa dr. Andrzeja Pydyna,będąca jednocześnie jego rozprawą habilitacyjną.


Omawiana przez naukowca problematyka była przez wiele lat bagatelizowana przez środowisko naukowe, zwłaszcza w kontekście morskich podróży pierwszych hominidów. Jednak dzięki rozwojowi zarówno myśli, jak i metod badawczych -szczególnie archeologii podwodnej, odzyskuje należne miejsce.
Książka ma układ chronologiczny. Autor omawia kolejno dowody na morskie migracje w czasie dolnego paleolitu, poprzez środkowy i schyłkowy paleolit,mezolit i skończywszy na obfitującym w różnorodne dane archeologiczne, neolit.

 

Dziś już pewne jest, że nawet pierwsze migracje człowiekowatych z obszaru Afryki musiały napotkać na swoim szlaku na przeszkody wodne. Czyli już wtedy -prawie 2 mln lat temu - homo ergaster lub homo erectus opuściły Afrykę i w jakiś sposób pokonały wodę - przekonuje dr Pydyn. Podstawowym problemem, na jaki napotykają badacze zagadnienia migracji morskich, jest brak bezpośrednich dowodów.

 

"Zdając sobie sprawę, że część interpretacji wczesnej żeglugi jest hipotetyczna, należy podkreślić, że podobny charakter ma interpretacja większości dziedzin życia i gospodarki społeczności epoki kamienia" - pisze archeolog.

 

Z okresu paleolitu do naszych czasów przetrwały w zasadzie jedynie narzędzia kamienne. Z tego względu na ratunek naukowcowi przyszły wyniki różnorodnych badań; poza archeologicznymi są to: antropologia, faunistyka, paleogenetyka i paleogeografia. Szczególnie ta ostatnia gałąź nauki jest istotna w dociekaniach natury migracyjnej i odpowiedzi na pytania, o rodzaj dostępnego"korytarza".

 

Co podkreśla autor, 90 proc. plejstoceńskiego (wczesna epoka czwartorzędu trwająca od 1,8 mln do 10 tys. lat temu) wybrzeża znajduje się obecnie pod powierzchnią mórz, co dodatkowo wzmacnia rangę nowego kierunku badań -archeologii podwodnej. Autor na szczęście przytacza mnóstwo fachowej literatury na ten temat z ostatnich lat, głównie zagranicznej.

 

Siłą rzeczy dr Pydyn skupia się na opisywaniu wybranych społeczności ludzkich patrząc z "morskiej perspektywy". "Zasiedlenie lub systematyczna eksploatacja wysp, które nawet w okresach znacznego regresu mórz pozostawały oddzielone od lądu, wydaje się niepodważalnym dowodem wczesnej aktywności morskiej" - pisze archeolog. Badacz śledzi migracje przyglądając się inwentarzowi poszczególnych człowiekowatych, a dalej w okresie neolitu porównując do siebie poszczególne kultury archeologiczne.

 

Istotne znaczenie na polu rekonstrukcji wczesnych jednostek pływających odgrywają w analizach naukowca przedstawienia pochodzące z rytów naskalnych.Nawet z okresu neolitu nie znamy niestety dużej liczby jednostek pływających,stąd takie "pradziejowe fotografie" stanowią bezcenne źródło dla archeologów. Równie istotnym aspektem badań nad wczesnymi formami transportu wodnego pełni tzw. archeologia doświadczalna. Autor często przytacza wyniki eksperymentów Roberta G. Bednarika, który wykonywał rekonstrukcje tratw paleolitycznych, po czym wypływał w morskie rejsy. Ważnym elementem przy dociekaniach na temat kształtu jednostek pływających z epoki kamienia są w książce także analogie etnograficzne.

 

Ostatni rozdział poświęcono w całości na charakterystykę poszczególnych form transportu wodnego, począwszy od prostych pływaków na łodziach klepkowych skończywszy.

 

Książkę ilustruje ponad 100 rycin, z których część jest barwnych. Mimo niewątpliwego naukowego waloru publikacji, książkę można polecić również pasjonatom najwcześniejszych dziejów człowieka i jego wędrówek, gdyż napisana jest przejrzystym i zrozumiałym językiem. Największym jej atutem jest jednak bazowanie na najświeższych światowych publikacjach.

 

 

 

    

Muszla wskaże drogę

Europa narodziła się, pielgrzymując. Jak? Niech poczyta, kto ciekawy

Szymon Spandowski, Środa, 3 Sierpnia 2011; aktualizowano: 03.08.2011 09:21

 

Podróże kształcą. Niektóre, jak choćby wyprawa pątniczym szlakiem do Santiago, kształcą jednocześnie ducha i umysł. Aby poszerzyć horyzonty, nie trzeba wcale wędrować. Można poczytać.

 

Jedno ze zdjęć wykorzystanych w książce - fotografia lotnicza starówki Torunia / Fot. Tomasz Bielicki

Wydawnictwo Naukowe UMK opublikowało niedawno książkę poświęconą przeszłości, teraźniejszości i przyszłości szlaku pielgrzymkowego do Santiago de Compostela. Dzieło przebogate i niezwykle ciekawe, które łączy oznaczone muszlą pątnicze szlaki Polski i Hiszpanii.

Uczeni ozdobili książkę tekstami opowiadającymi m.in. o miejscu spoczynku św. Jakuba i o tym, jak grób apostoła stał się celem pielgrzymów całego chrześcijańskiego świata. Napisali o tym, jak to było kiedyś i jak jest teraz,gdy szlak do Santiago przeżywa swój renesans. Książka nie jest jednak wyłącznie dziełem naukowym.

 

 

Jose Antonio Fernandez z Uniwersytetu Nawarry w Pampelunie podczas fotograficznej dokumentacji odcinka szlaku św. Jakuba w naszym regionie /Fot. Tomasz Bielicki

Obok teoretyków głos zabierają również ci, którzy o tym, czym jest droga do Composteli, przekonali się na własne oczy. Swoje wrażenia opisali niezwykle barwnie, nie zawiedzie się więc ten, kto sięgnie po książkę tylko po to, by znaleźć w niej relacje z fascynujących podróży przez bardzo interesujące miejsca.

Wszystkie drogi w tej książce prowadzą do Santiago. Spora część tego dzieła poświęcona jest jednak polskim początkom szlaku, przede wszystkim tym odcinkom trasy, które wiodą przez kujawsko-pomorskie. Charakterystycznych muszli, jakimi droga jest oznaczona, pojawia się u nas coraz więcej. A i miejsc związanych z kultem świętego Jakuba, w regionie nie brakuje, można się o tym przekonać,czytając opublikowany w „Camino de Santiago...” tekst prof. Waldemara Rozynkowskiego z UMK.

Warto zastanowić się nad rozbudową pielgrzymkowej infrastruktury i nad tym,by jakubowe muszle wykorzystać dla promocji województwa. Apostoł na wszelkie takie przedsięwzięcia spogląda łaskawie, czego dowodzi choćby przykład jednej z położonych na pielgrzymkowym szlaku hiszpańskich wiosek. Po tym, gdy powstało w niej schronisko dla pątników, miejscowość zaczęły odwiedzać tysiące osób z całego świata.

Pomysłami, jak by tu można było wykorzystać szlak dla celów promocyjnych,dzieli się zresztą nasz redakcyjny kolega, Tomasz Bielicki.

 

O szlaku jakubowym

„Camino de Santiago - nie tylko droga. Historia i współczesność Szlaku św.Jakuba”. Pod red. Piotra Roszaka. Wydawnictwo Naukowe UMK. Toruń 2011.

 

Nagroda za rozprawę habilitacyjną

„Głos Uczelni” 2011, nr 7/8, s. 6.

Dr Małgorzata Fedorowicz-Kruszewska, adiunkt z Instytutu Informacji Naukowej i Bibliologii UMK, została laureatką nagrody Naukowej Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich im. Adama Łysakowskiego za rok 2010.

Nagroda została ustanowiona w 1983 r. Obecnie jest przyznawana w 4 kategoriach (za prace o charakterze teoretycznym,metodologicznym, źródłowym; prace o charakterze dokumentacyjno-informacyjnym;podręczniki akademickie oraz prace o charakterze praktyczno-wdrożeniowym).

Laureatka otrzymała nagrodę w 4. z wymienionych kategorii za rozprawę habilitacyjną pt. „Człowiek niepełnosprawny w bibliotece publicznej”,która ukazała się nakładem Wydawnictwa Naukowego UMK.

Dr Małgorzata Fedorowicz-Kruszewska specjalizuje się we współczesnym bibliotekoznawstwie, w szczególności interesuje się obsługą biblioteczną osób z niepełnosprawnościami, technologiami wspomagającymi oraz materiałami bibliotecznymi dla osób niepełnosprawnych, a także nowymi tendencjami w rozwoju bibliotekarstwa i przemianami polskiej bibliografii narodowej w kontekście rozwoju technologii informacyjnych. Jest autorką kilkudziesięciu publikacji, w tym dwóch monografii: „Specjalne materiały czytelnicze dla osób niepełnosprawnych: zarys dziejów – formy – obieg społeczny” (Toruń 2002) oraz „ Człowiek niepełnosprawny w bibliotece publicznej” (Toruń 2010).

(ar)

 

Ks. Jerzy Bagrowicz

Ocalić dla nas i dla przyszłości

[o książce „Jan Paweł II i UMK. Związki z Uniwersytetem. Z okazji beatyfikacji”, red. J. Bagrowicz, W. Karaszewski] 

„Głos Uczelni” 6/2011, s. 13.

Ludzie i środowiska, z którymi spotkał się bł. Jan Paweł II, starają się dokumentować godziny i treść spotkań z tym  niezwykłym człowiekiem,aby zapisać nie tylko słowa i gesty, ale niepowtarzalną atmosferę oraz ducha  tamtych chwil. Coraz wyraźniejsza jest bowiem świadomość, że trzeba to wszystko ocalić w szczególności dla potomnych, aby budując własną tożsamość, mieli okazję sięgać nie tylko do korzeni odległych dziejów, ale i do najnowszej historii, której najpiękniejsze i najbardziej znaczące karty wypełnia dziedzictwo Papieża Polaka. Zapisane na nich zostaną wielkie czyny, fakty i wydarzenia. Dziedzictwo Ojca Świętego to jednak coś więcej, również to wszystko,co sprawi, że dla bardzo wielu stał się kimś bliskim, ojcem i przewodnikiem po niełatwych meandrach współczesności. Ocalenie dla przyszłych pokoleń pełni tego dziedzictwa jest szczególnym zadaniem tych, których los obdarował możliwością spotkania z Janem Pawłem II.

Przed kilkoma laty zrodził się zamysł publikacji dokumentującej spotkania naszej Uczelni z Ojcem Świętym.W księdze zatytułowanej Jan Paweł II.Związki z Uniwersytetem Mikołaja Kopernika. Z okazji beatyfikacji, która ukazała się w kilka dni po beatyfikacji Papieża Polaka, pragniemy ocalić od zapomnienia i udokumentować niezwykłe godziny spotkań środowiska Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu z Janem Pawłem I, od pamiętnego spotkania ze światem polskiej nauki w auli Uniwersytetu w dniu 7 czerwca 199, podczas jego pielgrzymki do Ojczyzny, aż po godzinę beatyfikacji w dniu 1 maja 2011 roku.

Szczególne miejsce w historii naszej Alma Mater i Torunia na zawsze będzie miała chwila, gdy na Watykanie w listopadzie 2004 roku Senat UMK, już z przedstawicielami Collegium Medicum, z władzami województwa i miasta, wręczał Ojcu Świętemu doktorat honoris causa.Chcemy przypomnieć także, że to Jego decyzja pozwoliła utworzyć  w UMK Wydział Teologiczny. Zamieszczamy nadto dokumentację o pracach dyplomowych oraz innych naukowych opracowaniach powstałych na naszej Uczelni, a także działach artystycznych, wystawach,sympozjach inspirowanych myślą i osobą Jana Pawła II. Jesteśmy świadomi, że z pewnością dokumentacja ta nie jest wyczerpująca i pełna, ale taką byliśmy wstanie obecnie zgromadzić. Kilku uczestników uroczystości nadania Ojcu Świętemu doktoratu honoris causa UMK zechciało podzielić się bardzo osobistymi przeżyciami tamtych dni. Udało się nam zaprosić do współtworzenia tej publikacji także postulatora w procesie beatyfikacyjnym Jana Pawła II, którym jest torunianin, ks. prałat dr Sławomir Oder, od wielu lat pracujący w Rzymie.Całość publikacji zamyka krótka dokumentacja radosnego dnia beatyfikacji Jana Pawła II z udziałem delegacji władz UMK.

 

NOWOŚCI” (Toruń)

tob, Czwartek, 16 Czerwca 2011; aktualizowano: 16.06.2011 09:38

http://www.nowosci.com.pl/look/nowosci/article.tpl?IdLanguage=17&IdPublication=6&NrIssue=1752&NrSection=1&NrArticle=206119&IdTag=38

 

Jak Jan Paweł II połączył na zawsze dwa miasta

Wydana niedawno książka przybliża historię i okoliczności powstania pomników w Toruniu i Pampelunie

 

W 2008 roku arcybiskup kurii w Pampelunie - ks. Franciszek Perez Gonzales zafascynował się toruńskim pomnikiem papieża. Wpadł wówczas na genialny pomysł.

 

 

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Naukowego UMK / Rep. Piotr Raczkowski

17 października w Pampelunie został odsłonięty pierwszy w Hiszpanii pomnik Jana Pawła II. Identyczny jak ten, który możemy oglądać nieopodal Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu. Dzięki temu oba miasta już na trwałe połączyło coś więcej niż dotychczasowe wspólne projekty kulturalne i naukowe.

Książka „Dwa pomniki - jedna historia”, która ukazała się niedawno nakładem Wydawnictwa Naukowego Uniwersytetu Mikołaj Kopernika przybliża historię i okoliczności powstania obu pomników.

- Chciałem pokazać człowieka ciepłego, bliskiego, zwyczajnego, a jednocześnie wielkiego. Postać Jana Pawła II jest pozbawiona insygniów władzy, a jednak czujemy, że to ktoś niezwykle ważny. Starałem się ukazać szlachetną prostotę; prostotę, która nigdy nie popada w banalność - piszę na kartach książki w niezwykle osobistych słowach Stanisław Radwański, który zaprojektował pomnik Papieża-Polaka. -Towarzyszył mi niepokój, jak moja praca zostanie odebrana w Hiszpanii.

Książkę można podzielić na dwie części. W pierwszej poza wspomnianym tekstem autora obu monumentów znalazło się również miejsce na przybliżeniem klimatu oraz historycznych szczegółów wizyty Jana Pawła II w 1999 roku w Toruniu oraz w 1982 roku w Javier. W kolejnej części podjęto próbę opisania różnych aspektów nauczania Jana Pawła II. O polskim papieżu piszą między innymi ks. Sławomir Oder, postulator procesu beatyfikacyjnego, czy ks. prof. Jose Ramon Villar z Uniwersytetu Nawarry.

Książka ukazała się pod redakcją ks. Piotra Roszaka oraz ks. Aurelio Zuzy Velasco.(tob)

 

 

Jacek Hnidiuk

"Forum Akademickie" 2011, nr 5, . 71.

 

Początek nieskończoności

Mirosław Strzyżewski, Romantyczna nieskończoność.Studium identyfi­kacji pojęcia, wstęp i oprać, materiału ikonograficznego Agnieszka Markuszewska, WYDAWNICTWO NAUKOWE UNIWERSYTETU MIKOŁAJA KOPERNIKA, Toruń 2010.

 

 

Co ma wspólnego tybetańska Shirivasta - amulet w postaci geometrycznych splotów, starogrecki i staroegipski Uroboros - wąż zjadający własny ogon oraz znak , który wszyscy znamy z lekcji matematyki? Otóż wszystkie one są symbolami nieskończo­ności, pojęcia znanego w wielu kulturach, które tematem swojej książki postanowił uczynić Mirosław Strzyżewski.

Część I jest naukowym opracowaniem badanego pojęcia, me­rytorycznym przygotowaniem czytelnika do następnych etapów lektury i wprowadzeniem na tory myślenia o kategorii nieskoń­czoności od czasów starożytnych do romantyzmu, na której to epoce szczególnie skupiła się uwaga badacza. Wydaje się jednak, że wobec wieloznaczności pojęcia nieskończoności (o czym mo­żemy również przeczytać we wstępie) i właściwie niemożności jego całkowitego zdefiniowania jedną prostą formułą, która obejmowałaby wszystkie eksplorowane pola naukowej aktyw­ności, równie dobrze podtytuł rozdziału mógłby i  powinien chyba raczej brzmieć: „próba identyfikacji pojęcia".

Część II to skromna autorska antologia utworów wybranych pod kątem omawianego zagadnienia. Strzyżewski(zapewne z troski o obszerność dzieła) ogranicza się do twórców rodzi­mych epoki romantyzmu, czyli: Mickiewicza, Słowackiego, Kra­sińskiego i Norwida.

Część III zawiera wybrane przez Agnieszkę Markuszewską reprodukcje obrazów, których autorami są m.in.: C.D.Friedrich, K.F. Schinkel, J.M.W. Turner, T. Cole, W. Blake.

Strzyżewski, w celu wyjaśnienia i wyprowadzenia „rodowodu" pojęcia oraz jego realizacji w różnych dziedzinach nauki, odwo­łuje się m.in. do znanego paradoksu Zenona z Elei o Achillesie i żółwiu oraz postaci Arystotelesa, Platona, św. Augustyna, św. To­masza z Akwinu, Giordana Bruna, Pascala, Kartezjusza, Shelleya, Goethego, Blakea,Kanta, Śniadeckiego, Mochnackiego i wielu innych. Nie ogranicza się wyłącznie do poetów czy pisarzy i filo­zofów, odkrycia służące poznawaniu wszechświata,jak chociażby heliocentryczna teoria Mikołaja Kopernika, wpływały również na religię, filozofię, literaturę czy teologię, a więc także pośrednio od­działywały na przeciętnego zjadacza chleba. Autor ukazuje wie- lopłaszczyznowość pojęcia nieskończoności, które możemy od­nosić też do astronomii, fizyki lub matematyki; nie jest to jednak praca inter- ani transdyscyplinarna, lecz pozostaje w kręgu kla­sycznie pojmowanych nauk humanistycznych. Należałoby też dodać, że część ikonograficzna książki to doskonałe dopełnienie i zilustrowanie badanego pojęcia. Wprawdzie Strzyżewski kończy swoje badania nad nieskończonością na wieku XIX, ale nazywa też po imieniu współczesnych jej dziedziców, takich, jak Zbigniew Herbert, Czesław Miłosz czy Adam Zagajewski.

Wydaje się, że książka idealnie współgra tematycznie z "Praw­dziwym końcem XIX wieku" (2010) Ewy Paczoskiej na zasadzie „od ogółu do szczegółu". Paczoska starała się wykazać, że pewne wypracowane w owym wieku wzorce literacko-kulturowe nadal są silnie obecne w literaturze i społecznej świadomości, a Strzy­żewski wybiera konkretny motyw, który w polskim romanty­zmie stał się, wedle jego słów,„integralnym elementem obrazu świata". Jak wskazuje tytuł dzieła, to jedynie studium, które jednak bez wątpienia daje asumpt do bardziej monograficznego ujęcia. Książka jest zatem, choć zabrzmi to paradoksalnie, po­czątkiem nieskończoności, bo nieskończoność nadal fascynuje ludzi jako sens literacki i przedmiot badań nauk ścisłych.

 

 

JAN ZIELIŃSKI

PRZEGLĄD POLSKI. Dodatek kulturalny do „Nowego Dziennika”(Nowy Jork), 27 maja 2011 r., s. 2.

DWIEŚCIE SŁÓW

 

Migotliwy cykl

 

"Nowy to rodzaj malarstwa. Tunie drzewo, nie miedź, nie płótnoprzedstawia te obrazy, ale niebo i bar­wy, nawet podczas najciemniejszejnocy widzialne". Tak krakowskiuczony Jan Brożek w liście dedy­kacyjnym do papieża Urbana VIIIzachwalał odkryty przez siebie w ja­kiejś warmińskiej bibliotece rękopiscyklu łacińskich wierszy, któryprzypisał Kopernikowi. Powoły­wał się przy tym na ustną tradycjękrakowskiej Almae Matris, wedle której wielki astronom miał przedśmiercią zlecić "biegłemu artyście",by do wykoncypowanego przezeń cyklu "użył barw właściwych".

Poemat przez długi czas uznawa­ny był za utwór Kopernika,obecnieuważa się go za dzieło anonimowe­go zakonnika, zapewne jezuity. Wy­dawcy książki, o której piszę, suge­rują nawet,że być może autorem jestsam Brożek, który w ten sposób do­puściłby się jednej z "największychmistyfikacji w historii literatury".

Zostawmy tę kwestię otwartą.Faktem jest, że poemat Siedemgwiazd doczekał się edycji, jakiejnie mają arcydzieła o niepodważal­nym autorstwie.WydawnictwoNaukowe UMK w Toruniu wyda­ło„Poema religiosum Nicolao Copernico adscriptum SEPTEM SI­DERA. Poemat religijny Mikoła­jowi Kopernikowi przypisywany”(Toruń 2010) po łacinie i w prze­kładach na siedem języków, zpodobizną pierwodruku (z unika­tu w zbiorach Biblioteki Jagielloń­skiej), z dwoma naukowymi wstę­pami(Ireneusza Mikołajczyka i ks.Mirosława Mroza) i z oryginalny­mi grafikami Krystiana Papierkiewicza. Edytorski klejnot.

 

 

 

 

MOJE BUTY...

 

Z dr hab. Anną Drążkowską o jej najnowszej książce, nagrodzie i innych sprawach rozmawia Marcin Lutomierski

"Głos Uczelni" 5/2011 (wkładka)

 

 

 

W kwietniu br. otrzymała Pani od Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis". Proszę powiedzieć: za co przyznawana jest ta nagroda?

Medal ten przyznawany jest osobom wyróżniającym się w twórczości artystycznej, działalności kulturalnej lub ochronie kultury i dziedzictwa narodowego. Ja otrzymałam go za działalność na rzecz ochrony zabytków i za dokonania w dziedzinie konserwacji zabytków archeologicznych.

Na czym koncentrują się prowadzone przez Panią badania?

Moje zainteresowania badawcze rozwijają się w kilku kierunkach. Od lat zajmuję się staropolską kulturą funeralną; interesują mnie zwyczaje pogrzebowe. Dlatego razem z dr Małgorzatą Grupą w miesiącach letnich prowadzimy wykopaliska w kościele św. Mikołaja w Gniewie i na byłym przykościelnym cmentarzu. Wspólnie podejmujemy również badania nad nowymi metodami konserwacji zabytków wykonanych z surowców organicznych. Oprócz tego zawsze interesowały mnie zagadnienia związane z historią ubioru i mody, co starałam się zaprezentować w moich książkach. W moich pracach podstawę źródłowa stanowią zabytki archeologiczne, ale wykorzystuję również źródła ikonograficzne i pisane.

Jest Pani autorką m.in. monografii Odzież grobowa w Rzeczypospolitej w XVII i XVIII wieku. Skąd wzięło się zainteresowanie tym osobliwym tematem?

Zanim zaczęłam pisać tę książkę, wiele lat zajmowałam się konserwacją tkanin pozyskiwanych z krypt grobowych i grobów podposadzkowych zlokalizowanych w kościołach. Na początku poddawałam konserwacji ubiory dzieci.Opisałam je w jednym z rozdziałów mojej pierwszej książki zatytułowanej Odzież dziecięca w Polsce XVII i XVIII wieku.Drugą książkę już w całości poświęciłam odzieży grobowej. W pracach konserwatorskich interesowało mnie zwłaszcza rekonstruowanie odzieży, w której składano do grobów zmarłych. Bardzo często z małych fragmentów udawało  nam się odtworzyć całe XVI-I i XVIII-wieczne suknie, żupany, nakrycia głowy czy maleńkie dziecięce sukienki, a nawet powijaki. Nie mogłabym napisać książki o odzieży grobowej bez wiedzy i  doświadczenia konserwatorskiego, ponieważ zanim przystąpiłam do przeprowadzenia analiz kostiumologicznych, musiałam zachowane we fragmentach ubiory wstępnie zabezpieczyć. Zajmowanie się zabytkami pochodzącymi z krypt grobowych uczy pokory i człowiek nabiera dystansu do otaczającego świata, a to wbrew pozorom dodaje sił.

Z kolei najnowsza książka dotyczy historii obuwia na ziemiach polskich. Czego można dowiedzieć się, badając obuwie?        

Obuwie jest i było bardzo ważnych elementem stroju. Jego forma zmieniała się wraz ze zmianami kroju odzieży, dlatego można na tej podstawie między innymi analizować zmiany zachodzące w modzie. Można również obserwować,na czym polegał rozwój rzemiosła szewskiego, a także możemy dowiedzieć się,jaka była pozycja społeczna właściciela danego obuwia. Oprócz tego, że w książce analizowałam zmiany zachodzące w modzie obuwniczej na przestrzeni kilku stuleci, to również chciałam pokazać, jak bardzo obuwie wrosło w tradycję kulturową, co między innymi wyrażało się w bogatej symbolice, zwrotach i przysłowiach.

Czy istniał jakiś oryginalny polski styl obuwia?

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, chociaż nasuwa mi się jedna odpowiedź.

Do narodowego stroju polskiego, czyli do żupana i kontusza, przewiązanego  jedwabnym pasem, mężczyźni zakładali na stopy obuwie z wysokimi cholewami, osadzone na metalowych podkówkach. Czyli skoro zakładano je do stroju polskiego, to można byłoby powiedzieć, że jest to obuwie polskie. Jednak forma tego obuwia została ukształtowana pod wpływem trendów napływających ze Wschodu.

Na zakończenie chciałbym zapytać o Pani najbliższe plany naukowo-wydawnicze.

Mam wiele pomysłów na kolejne książki i mam nadzieję, że udami się te plany zrealizować. Jeśli pyta Pan jednak o moje najbliższe plany, to właśnie kończę książkę o ozdobach i nakryciach głowy na ziemiach polskich od X do XVIII wieku. Mam nadzieję, że uda mi się ją opublikować w naszym Wydawnictwie Naukowym, z którym od kilku lat współpracuję. Dziś, korzystając z okazji, chciałabym wszystkim pracownikom Wydawnictwa podziękować za życzliwość i pomoc w pracach związanych z przygotowywaniem moich książek do druku.

Dziękuję za rozmowę.

 

 

 

Tomasz Szeląg

historia.org.pl z dn. 6 kwietnia 2011, godz. 16:29

 

"Sekretarze ab epistulis i a libellis w kancelarii cesarzy..." - K. Kłodziński - recenzja

 

Autor jest studentem ostatniego roku historii na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika, w roku akademickim 2009/2010 r. został uznany najlepszym studentem uniwersytetu.Recenzowana publikacja powstała w oparciu o pracę licencjacką Autora obronioną na Wydziale Prawa i Administracji UMK (promotor dr hab. W. Mossakowski prof. UMK, recenzent dr hab. A. Sokala, prof. UMK).

Prezentowana książka, omawia zagadnienie ewolucji dwóch urzędów kancelarii cesarskiej w okresie od panowania Augusta do rządów Hadriana, koncentrując się na postaciach sekretarzy do spraw korespondencji (ab epistulis) i petycji (a libellis).Porusza także problem pozycji urzędników kancelarii oraz dodatkowo zawiera rozważania na temat powierzenia ekwitom wyżej wymienionych stanowisk.

Książka posiada podtytuł „studium historyczno-prawne”, co znajduje swoje uzasadnienie w rozdziale V pracy (Kompetencje sekretarzy),który oparty jest w znacznej mierze na źródłach jurydycznych. Natomiast pozostała jej część (rozdziały I-IV), koncentruje się głównie na źródłach epigraficznych.

Autor jest studentem ostatniego roku historii na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika, w roku akademickim 2009/2010 r. został uznany najlepszym studentem uniwersytetu.Recenzowana publikacja powstała w oparciu o pracę licencjacką Autora obronioną na Wydziale Prawa i Administracji UMK (promotor dr hab. W. Mossakowski prof. UMK, recenzent dr hab. A. Sokala, prof. UMK).

Prezentowana książka, omawia zagadnienie ewolucji dwóch urzędów kancelarii cesarskiej w okresie od panowania Augusta do rządów Hadriana, koncentrując się na postaciach sekretarzy do spraw korespondencji (ab epistulis) i petycji (a libellis).Porusza także problem pozycji urzędników kancelarii oraz dodatkowo zawiera rozważania na temat powierzenia ekwitom wyżej wymienionych stanowisk.

Książka posiada podtytuł „studium historyczno-prawne”, co znajduje swoje uzasadnienie w rozdziale V pracy (Kompetencje sekretarzy),który oparty jest w znacznej mierze na źródłach jurydycznych. Natomiast pozostała jej część (rozdziały I-IV), koncentruje się głównie na źródłach epigraficznych.

Recenzowana książka jest pracą spełniającą wymogi dotyczące publikacji naukowych, bogato wyposażoną w aparat naukowy. Autor dysponuje ciekawym stylem, dlatego też praca nawet dla zupełnych laików może być interesująca, a napisana została naprawdę w bardzo przystępny sposób. Autor nie boi się też momentami podejmować polemiki z innymi badaczami co bez wątpienia podnosi wartość opracowani.

Książka liczy 139 stron, z czego tekst główny zajmuje strony 9–115, cechą charakterystyczną wydania jest bardzo duża czcionka (zarówno tekstów głównego jak i przypisów). Nie może być to jednak negatywnym zaskoczeniem, bowiem jak wyżej wspomniałem, publikacja oparta jest na pracy licencjackiej Autora, a poza tym do szerszego przedstawienia tematu często brakuje źródeł. Wewnątrz książki znajdziemy 6 kolorowych ilustracji. Odpowiednio bogaty wykaz literatury liczy 257 pozycji, z których część stanowią hasła z Realencyclopädie der classischen Altertumswissenschaft, Der Kleine Pauly czy też The Cambridge Ancient History.

Podsumowując, krótka praca Karola Kłodzińskiego stanowi bez wątpienia dopiero przyczynek do szerszych badań, świetnie stałoby się gdyby mogły to być już badania na temat organizacji i działania całej kancelarii cesarskiej. Szczególnie, że zagadnienie to nie było poważniej badane przez polskich romanistów ani historyków, a znaczna część literatury pochodzi z końca XIX lub początku XX wieku. Osobiście mam nadzieję, że to nie koniec zamierzeń Karola Kłodzińskiego w tej dziedzinie.

Plus minus
Na plus:

+ zagadnienie pierwszy raz poruszane w takim zakresie na polskim rynku wydawniczym
+ estetyka wydawnictwa („skrzydełka”, ładne kolorowe ilustracje)
+ bibliografia
+ indeks osobowy
+ aneksy
Na minus:

- rozmiar opracowania

Tytuł: Sekretarze ab epistulis i a libellis w kancelarii cesarzy od Augusta do Hadriana
Autor
: Karol Kłodziński
Wydanie
: 2011
Wydawca
: Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika
ISBN/EAN
: 978-83-231-2591-4
Stron
: 139
Oprawa
: miękka ze skrzydełkami
Cena
: 28 zł
Ocena recenzenta
: 8,5/10

 

 

 

Marcin Lutomierski

"FORUM KSIĄŻKI" 1/2011. Dodatek do "Forum Akademickiego", s. 10.

forumakademickie.pl/fk

 

Z działalności Wydawnictwa Naukowego UMK


 

Następstwem reorganizacji oficyny była zmiana jej struktury i sposobu funkcjonowania. Wydawnictwo podlega prorektorowi ds. nauki i współpracy z zagranicą oraz kanclerzowi UMK. Rektor powołał na funkcję dyrektora Wydawnictwa Naukowego prof. Mirosława Strzyżewskiego. Nastąpiło również poszerzenie zespołu wydawnictwa o nowych redaktorów, korektorów i operatorów składu komputerowego; obecnie WN UMK zatrudnia 25 pracowników (w Toruniu i Bydgoszczy). Obniżyły się natomiast koszty arkusza wydawniczego, którego cena oscyluje teraz wokół 600 zł. Dodatkowo, w celu usprawnienia pracy nad procesem wydawniczym, każdego roku ustala się plan wydawniczy.


Stale rośnie liczba publikowanych tytułów, która w ubiegłym roku przekroczyła 200, co plasuje Wydawnictwo Naukowe UMK w czołówce polskich oficyn uniwersyteckich. Dodajmy, że zwiększaniu produkcji sprzyjają zakupy nowych maszyn (najbliższe w marcu br.). Umożliwiają one nie tylko ekonomiczny i szybki druk, lecz także wyjątkową na rynku wydawniczym usługę druku na zlecenie. Stąd też w wydawnictwie nie istnieje problem wysokości nakładu publikacji (zwykle jest to od 200 do 1000 egzemplarzy), gdyż brakujące tytuły są zazwyczaj na bieżąco dodrukowywane. Tak było w przypadku m.in. książek Anny Drążkowskiej Odzież dziecięca w Polsce w XVII i XVIII wieku czy Piotra Grochowskiego Dziady. Rzecz o wędrownych żebrakach i ich pieśniach.


Ponadto nie ma trudności z dostępnością tytułów: obok wersji elektronicznych niektórych książek i czasopism prowadzona jest ogólnopolska i światowa dystrybucja publikacji drukowanych – za pośrednictwem księgarni uniwersyteckiej i jej strony www, a także własnej strony wydawnictwa.


Oferta WN UMK jest różnorodna: obejmuje m.in. naukowe monografie, rozprawy, studia i podręczniki oraz czasopisma z zakresu wszystkich uprawianych w uczelni nauk, tj. humanistyki, nauk matematyczno−przyrodniczych i społeczno−ekonomicznych. Poza książkami toruńskich badaczy wydawnictwo publikuje również tłumaczenia prac współczesnych i dawnych uczonych z zagranicy, takich jak m.in.: Richard Rorty, Max Urchs, Wolfgang Demtröder czy ostatnio Immanuel Kant. Wśród kilkudziesięciu serii znajduje się spora liczba tytułów o charakterze międzynarodowym, np.: Publikationen des Deutsch−Polnischen Gesprächskreises für Quellenedition, Vorbildnachahmung und Bilderfindung im italianischen Frühbarockczy seria Archiwum Emigracji. Podobnie jest z wieloma czasopismami punktowanymi, które reprezentują uczelnię m.in. na tzw. liście filadelfijskiej: „Topological Methods in Nonlinear Analysis” (najwyżej punktowane polskie czasopismo naukowe), „Eastern European Countryside”, „Reports on Mathematical Physics”, „Open Systems & Information Dynamics”.


Potwierdzeniem wysokiej oceny merytorycznej i kunsztu edytorskiego publikacji Wydawnictwa Naukowego UMK są zarówno recenzje w polskich i zagranicznych periodykach naukowych, jak i otrzymywane co roku nagrodyi wyróżnienia w ogólnopolskich konkursach. Można wśród nich wymienić chociażby KLIO (za książkę Pawła Jeziorskiego Margines społeczny w dużych miastach Prus i Inflant w późnym średniowieczu i wczesnych czasach nowożytnych), „Edycję” (dla wydawnictwa – za kunszt edytorski i poligraficzny), „Academię” (za rozprawę Mirosława Strzyżewskiego Romantyczna nieskończoność) czy Nagrodę Stowarzyszenia Wydawców Szkół Wyższych im. Księdza Edwarda Pudełki (za pracę Karola Górskiego Zarys dziejów katolicyzmu polskiego).


Stopniowo rozwija się także promocja wydawnictwa, o czym świadczy udział w najważniejszych imprezach targowych w Warszawie, Krakowie, Poznaniu i Wrocławiu. Ponadto WN UMK organizuje spotkania autorskie, dyskusje wokół książek i cykliczne konferencje naukowe na temat edytorstwa. Wydawnictwo przygotowuje również kiermasze książek podczas wielu konferencji naukowych – w Toruniu i niekiedy poza nim.


Symptomem rozwoju Wydawnictwa Naukowego UMK, a zarazem nie lada wyzwaniem może być wreszcie fakt, iż Zarząd Fundacji na rzecz Nauki Polskiej podjął decyzję o powierzeniu wydawnictwu publikacji i dystrybucji naukowej serii humanistycznej Monografie FNP.


   

Maciej Szczepański

www.historia.org.pl z dn. 1 marca 2011, godz. 19:51

"Do szarży marsz, marsz… Studia z dziejów kawalerii" - (red.) A. Smoliński - recenzja

 

Na polskim rynku wydawniczym nie brakuje publikacji związanych w mniejszym lub większym stopniu z kawalerią. Tematyka ta była niemalże od zawsze bliska polskiemu czytelnikowi głównie ze względu na pewien etos rycerskiego kawalerzysty podsycany dziejami militarnymi z udziałem skrzydlatej husarii czy też nieustraszonych ułanów i szwoleżerów. Ten entuzjazm i zainteresowanie historią jazdy odzwierciedlone przez dużą ilość publikacji nie zawsze jednak idzie w parze z ich odpowiednim poziomem i wartością merytoryczną. Odnosząc się do powyżej uwagi wartym zauważenia jest fakt pojawienia się w 2010 roku tomu studiów Do szarży marsz, marsz pod redakcją dra hab. Aleksandra Smolińskiego.

Recenzowana publikacja jest efektem pracy grupy historyków związanych z różnymi ośrodkami naukowymi. W omawianym tomie studiów pierwszym jest artykuł dra hab. Tomasza Ciesielskiego „Jazda koronna i Wielkiego Księstwa Litewskiego autoramentu narodowego armii Rzeczypospolitej Obojga Narodów w latach 1717-1776”. Studium to przedstawia budżety oraz organizację pułków, partii i chorągwi jazdy. Dodatkowo autor omawia również kadrę dowódczą, wyposażenie  oraz wyszkolenie jazdy z epoki saskiej. Dzięki temu artykuł w znacznej mierze porządkuje naszą dotychczasową wiedzę, a ponad to, poprzez nową interpretacje źródeł wykazuje wiele dotychczas nieznanych aspektów związanych z organizacją tejże jazdy.

Kolejna praca Szymona Gołębiewskiego traktuje na temat kawalerii Unii i Konfederacji w czasie amerykańskiej wojny secesyjnej. Autor przedstawił w niej organizację, najważniejsze operację oraz wartą uwagi kadrę dowódczą w oparciu o dotychczasową historiografię amerykańską. Praca ta zatem ma charakter raczej syntetyzujący, co nie umniejsza jej wartości, biorąc pod uwagę praktycznie małą ilość merytorycznych opracowań w tym temacie w języku polskim.

Następne studium autorstwa redaktora recenzowanej publikacji dra hab. Aleksandra Smolińskiego porusza bardzo szeroką i dotychczas mało znaną kwestię organizacji kawalerii Imperium rosyjskiego podczas I wojny światowej. Autor przedstawia zatem funkcjonowanie jazdy i artylerii konnej gwardii, liniowej, kozackiej i ochotniczej wykazując ich zróżnicowany charakter i interesujące przemiany.

Tematem następnej pracy autorstwa profesora Ēriksa Jēkabsonsa jest kawaleria Armii Łotewskiej podczas walko niepodległość Łotwy w latach 1918-1920. Studium to poza organizacją i działalnością poszczególnych formacji jazdy łotewskiej przedstawia także częściowo kwestię polsko-łotewskiej współpracy militarnej w latach1919-1920.

W dalszej części recenzowanej publikacji znajduje się opracowanie dra Macieja Krotofila omawiające plany organizacyjne kawalerii Armii Czynnej Ukraińskiej Republiki Ludowej w 1919 roku. Praca ta w szczegółowy sposób przedstawia fiasko planów organizacyjnych dowództwa ukraińskiego w tym okresie.

Studium kończącym tom jest praca dra Jarosława Centka dotyczące kawalerii niemieckiej w latach 1918-1921.  Autor zaprezentował w nim strukturę organizacyjną tejże jazdy w omawianym okresie oraz jej skład i wartość bojową w roku 1919 na terenie okupacji niemieckiej Królestwa Polskiego na obszarze Powstania Wielkopolskiego, Śląsku, Pomorzu i Prusach Wschodnich.

Do szarży marsz, marsz… jest więc publikacją traktującą na temat bardzo wielu zagadnień związanych z kawalerią. Istotnym jest, że poszczególne prace pomimo że, bardzo zróżnicowane jeśli chodzi o wartość badawczą są dla polskiej historiografii bardzo cenne ponieważ w dużej mierze wpływają na rozwój badań dotyczących kawalerii. Powodem tego jest fakt, iż poszczególne opracowania wchodzące w skład tomu studiów oparte są nie tylko na materiałach dostępnych w kraju, ale na podstawie licznych kwerend w archiwach w Rydze, Moskwie, Kijowie i Poczdamie.

Recenzowana pozycja jest również dzięki odpowiedniej pracy redaktorskiej przystępna w odbiorze. W znacznej mierze na taki stan rzeczy ma wpływ zastosowanie rozbudowanych przypisów informacyjnych, odsyłających do literatury, a także opisujących różne bardzo ciekawe kwestie, które nie są związane bezpośrednio z tematem. Bardzo pomocnymi są również liczne tabele i schematy, porządkujące przedstawiane informacje. Mankamentem jest jednakże brak bibliografii oraz indeksów. W pewnym stopniu obniża to całościową wartość publikacji, gdyż z oczywistych powodów brak tych wydawało, by się podstawowych części aparatu naukowego utrudnia wyszukiwanie konkretnych wiadomości.

Wykazane powyżej niedogodności rekompensowane są jednak poprzez umieszczenie w tejże pozycji dużej ilości materiałów ilustracyjnych. Każda z wcześniej opisywanych prac opatrzona jest bowiem barwnymi rysunkami, akwarelami czy też fotografiami o bardzo wysokiej jakości. Dzięki temu czytelnik może poza zapoznaniem się z organizacją poszczególnych formacji jazdy zobrazować sobie ich faktyczny wygląd.

W kwestiach technicznych należy zauważyć, że książka wydana została poprawnie. Na szczególną pochwałę zasługuje w tym miejscu wspominany już fakt zastosowania wysokiej jakości papieru przy ilustracjach. Minusem jest jednak miękka oprawa, która pomimo bardzo ciekawej ilustracji wpływa na obniżenie żywotności książki.

Opisywana publikacja skierowana jest przede wszystkim do profesjonalnych historyków wojskowych, jednakże poprzez swoją przystępność w odbiorze oraz dodatkowe materiały z pewnością znajdzie również zainteresowanie wśród miłośników dziejów kawalerii. Do szarży marsz, marsz…polecić można bowiem praktycznie każdemu, kto w choćby najmniejszej mierze interesuje się organizacją, funkcjonowaniem i działalnością jazdy.

Plus minus
Plus:
+ wysoki poziom merytoryczny
+ przystępność w odbiorze
+ bardzo bogaty materiał ilustracyjny
+ zróżnicowana tematyka
Minus:
- brak bibliografii i indeksów
- miękka oprawa

Tytuł: Do szarży marsz, marsz… Studia z dziejów kawalerii.
Autor: pod red. Aleksandra Smolińskiego
Wydawca: Wydawnictwo Naukowe UMK
ISBN: 978-83-231-2567-9
Data wydania: 2010
Stron: 574
Oprawa: miękka
Cena: 78 zł
Ocena recenzenta: 9/10

  

Anna Manicka

Refrakcja– tajemnica światła

„Nowe Książki” 12/2010, s. 50.

 

 

Sztuka polska powstająca za granicą nie jest w Polsce znana, chociaż od dawna nie znajduje się na indeksie. Wbrew pozorom nasze muzea posiadają wcale pokaźne kolekcje emigracyjnych artystów, ponieważ kupowanie za granicę znakomitych prac rodaków w poprzedniej epoce przynosiło kuratorom poczucie dobrze spełnionego obowiązku i świadomość komplementarności muzealnego zbioru, a także last but not least było swego rodzaju grą z ówczesną władzą.

Monografia Ryszarda Demela została wydana w ramach Prac Archiwum Emigracji oraz Zakładu Historii Sztuki Kultury Polskiej na Emigracji w Katedrze Historii Sztuki i Kultury Wydziału Nauk Historycznych  Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.Jej autor, Jan Wiktor Sienkiewicz ma na swoim koncie liczne publikacje dotyczące polskich artystów z emigracji i planuje następne (między innymi o Halinie Korn-Żuławskiej i Janie Marianie Kościałkowskim. Tym, którzy są zainteresowani tematem, polecam ciekawe wspomnienia z dzieciństwa Korn-Żuławskiej  - wydane w 1983 r. już po jej śmierci - Wakacje kończą się we wrześniu).

W 1991 r. w warszawskiej Zachęcie odbyła się wystawa„Jesteśmy” pokazująca prace artystów emigracyjnych, w tym także Ryszarda Demela. Był on między innymi uczniem Mariana Szyszko-Bohusza w Studium Malarstwa i Grafiki w Londynie. Rysunki i obrazy Demela nie przekraczają pewnego poziomu banalności, co więcej, wygląda, jakby artysta posługiwał się kilkoma różnymi stylami – w zależności od sytuacji. Piękne są niektóre projekty tkanin.

Jeszcze w trakcie studiów Demel rozpoczął praktyki w pracowni znanego witrażysty Josepha E. Nuttgensa, które to spotkanie przesądziło o dalszej drodze twórczej artysty. Jego pierwsze samodzielne projekty zostały wykonane na sposób tradycyjny, to znaczy odpowiednio przycięte kawałki szkła były scalane za pomocą ołowianych dwuteowników, spajanych cyną.Potem Demel zaproponował nowe rozwiązanie, a mianowicie witraż refrakcyjny(szkło jest ustawione nie płasko, ale na sztorc; nasuwa mi się porównanie z drzeworytem sztorcowym, ciętym w poprzek słojów). Kawałki szkła stojące początkowo na specjalnie podświetlonym stole - na sztorc - są podklejane najpierw plasteliną, a potem stabilizowane gorącym woskiem i wreszcie masą betonową. Witraż taki przepuszcza mniej światła, ale sprawia wrażenie, jakby on był jego źródłem.

                Najsłynniejsze witraże Demela to tondo z Matką Boską z czerwonymi makami (nawiązanie do batalii II Korpusu pod Monte Cassino) i witraże z postaciami lokalnych świętych w krypcie katedralnej w Padwie. Te ostatnie zostały - niestety - podświetlone lampami jarzeniowymi, co do pewnego stopnia przytłumiło załamanie promieni słonecznych w szkle i osłabiło efekt „świecenia” szkła. Ogromną zaletą książki,szczególnie w rozdziale poświęconym witrażom, są zdjęcia pokazujące zbliżenia powierzchni witraży refrakcyjnych, witraży w trakcie realizacji, a nawet malutkie zdjęcie z pracowni, prezentujące zgromadzone materiały, odpowiednio przycięte kawałki szkła w stosikach.
                Publikacja pióra Jana Wiktora Sienkiewicza niewątpliwie wypełnia pewna lukę w historii sztuki,zarówno polskiej, jak i angielskiej. Mówiąc o sztuce angielskiej, mam na myśli wydaną ostatnio monografię Douglasa Halla Art.In exile. Polish painters In post-war Britain. Nie zawadzi dodać, że Halljest Szkotem, nie Polakiem, i choć wydawca nazywa bohaterów jego książki „marginalized artists”, nie ulega wątpliwości, że także dla Brytyjczyków staliśmy się w pewien sposób warci uwagi.

 

 Anna Cymer

www.swiatobrazu.pl Niedziela, 28 czerwca 2009 roku :

Do czytania i poznania świata z innej strony: Obrazy w sieci

Ostatnie tygodnie obfitowały w Polsce w nowe publikacje na temat fotografii - w ostatnim czasie ukazało ich się więcej niż w całym ubiegłym roku! Oto kolejna z nich - opisująca bardzo aktualne zjawisko z wielu punktów widzenia.

 

„Obrazy w sieci. Socjologia i antropologia ikonosfery internetu” – wbrew mądrze brzmiącemu tytułowi nie jest lekturą tylko dla akademików. Dowodem na to może być chociażby nazwisko jednego z dwóch redaktorów książki –Tomka Ferenca. Chociaż jest naukowcem, ma też na koncie już kilka doskonale przyjętych przez szerokie grono czytelników książek o fotografii.
Tę publikację Tomasz Ferenc zredagował wspólnie z Krzysztofem Olechnickim z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, który to uniwersytet jest też wydawcą tej książki. Publikacja ukazała się w ramach Serii Wydawniczej Polskiego Towarzystwa Socjologicznego.

 

”Obrazy w sieci” – to zbiór tekstów wielu autorów, reprezentujących różne specjalności. Jednych interesują zagadnienia socjologiczne, innych – artystyczne, wszyscy jednak są zgodni: internet to zjawisko tak ważne i odgrywające tak duży wpływ na życie współczesnych ludzi, że trzeba mu się uważnie przypatrywać, badać, zadawać pytania. A tym, na jak wiele sposobów można widzieć istnienie fotografii w internecie, świadczą same już tematy rozdziałów.


Łukasz Rogowski pisze o cielesności w internecie. I nie chodzi tu tylko o cyberseks, choć i to ważna zjawisko. Autor cielesność rozumie szerzej – odwołując się np. do sieciowych awatarów, których wszak traktuje się jak żywych ludzi, którzy mogą chorować, muszą się ubrać, marzną, czują ból. Paweł Szarek opisuje fenomen serwisu YouTube, Agata Bachórz albumy zdjęć z podróży,zamieszczane w sieci.

 

Serwisy społecznościowe (Nasza-klasa,Grono, Facebook), randkowe, zrzeszające pracowników jakiejś branży lub pracowników w ogóle (Goldenline) – przecież tu wszędzie są zdjęcia! I to nie tylko te, przedstawiające twarze użytkowników. Zalogowani w tych serwisach za pomocą zdjęć pokazują całe swoje życie, swój dorobek, osiągnięcia – czy ktoś kiedykolwiek przewidywał, że temu może służyć fotografia? Na co dzień,używając przecież wszystkich tych serwisów, w ogóle się nie zastanawiamy, jak wielką rolę odgrywa w nich fotografia. Bez niej nikt by tam nie zaglądał...
Kolejne zagadnienie: szukanie w sieci szczęścia lub ukojenia. Paweł Łuczeczko opisuje zjawisko przeniesienia się z „reala” do sieci tzw. „łańcuszków szczęścia”, a Lucyna Ratkowska i Ewelina Wejbert-Wąsiewicz piszą o czymś jeszcze bardziej niezwykłym – o przezywaniu w internecie żałoby. O wirtualnych cmentarzach i portalach, zrzeszających rodziców, którzy stracili swoje dzieci.

 

Zupełnie inne zjawisko zainteresowało Izę Franckiewicz – przebadała ona rozróżniła „sztukę w sieci” i „sztukę sieci”. Pierwsza – to przede wszystkim sposoby prezentacji w internecie dzieł, które istnieją w rzeczywistości. Sztuka sieci zaś – to po prostu nowy kierunek w sztuce, polegając na tworzeniu projektów artystycznych, funkcjonujących wyłącznie w internecie, stworzonych na jego potrzeby i z dopasowaniem się i wykorzystaniem jego właściwości.

Uwzględniając bogactwo ikonosfery internetu, szczególnie interesujące zdają się przekształcenia funkcji obrazów oraz cały szereg ich nowych społecznych zastosowań i wielość estetyk obrazowania. Fotografia cyfrowa i rozwój bazujących na internecie form komunikacji sprawiają, że przemianom ulega sama istota fotografii, jej kulturowe znaczenia i społeczne funkcje, zwłaszcza w kontekście wszechogarniającej kultury globalizującego się świata i dominującej logiki społeczeństwa konsumpcyjnego – piszą Tomasz Ferenc i Krzysztof Olechnicki we wstępie do książki.

Publikacja „Obrazy w sieci” pokazuje nam, że mimo że codziennie korzystamy w internetu, o wielu jego cechach i zastosowaniach albo nie mamy pojęcia, albo po prostu o nich nie myślimy. Niezwykle fascynującym jest ich odkrywanie, uświadamianie sobie. A to bardzo ułatwia lektura niniejszej publikacji.

   

Jerzy Stachowicz

Nowa Fantastyka 7(322) 2009, s. 66:

 

Z PERSPEKTYWY AKADEMIKA

 

Uważam, że poważnych książek poświęconych polskiej literaturze fantastycznej nigdy nie dość. A może raczej wciąż jest za mało? W końcu fani fantastyki należą,moim zdaniem, do najbardziej żądnych tej swoistej metawiedzy czytelników literatury w ogóle. Tym razem ukazała się rozprawa naukowa poświęcona najbardziej, zdawałoby się, niepoważnej części pisarstwa fantastycznego -literaturze dla dzieci i młodzieży. Autorem ,,Czytania przyszłości" jest poważny badacz akademicki Maciej Wróblewski, dostajemy więc do rąk pracę spełniającą wszelkie akademickie wymogi. Jest kupa przypisów, rzetelna bibliografia, trochę profesjonalnego żargonu i elegancki wstęp definiujący czym jest fantastyka, a czym literatura dla młodego czytelnika.

Dla osób lubiących, jak ja, grzebać w historii gatunku, to kolejne ciekawe źródło wiedzy, inspirujące do dalszego i głębszego penetrowania zapomnianych okolic. Właściwie samo skatalogowanie sporej ilości książek młodzieżowych zasługuje na pochwałę.To, moim zdaniem, podstawowa zaleta tomu. Nie do przecenienia. Polecam czytanie opisywanych przez Wróblewskiego powieści. Uwierzcie mi, stare książki dla młodzieży literacko często przerastają te serwowane ,,dorosłym" i dużo lepiej czyta się je po latach. Nie oznacza to oczywiście, że ,,Czytanie przyszłości"należy zacząć i skończyć na indeksie osób i tytułów. Wręcz przeciwnie - jeśli,drodzy potencjalni czytelnicy, nie jesteście całkowicie odporni (a może lepiej powiedzieć - uczuleni) na tego typu opracowania, możecie spokojnie sięgnąć po tę, w sumie nie za grubą, książkę. Pozwoli ona zobaczyć, jak zmieniało się podejście do młodego czytelnika i jego wyobraźni na przestrzeni całego XX wieku.

W sumie udane dziełko, w którym nie znajdziemy nowatorskich analiz i przełomowych odkryć z historii literatury, ale które wzbogaci wiadomości każdego prawdziwego amatora powieści fantastycznych. Prawdziwego, czyli takiego, którego pasja czytelnicza sięga dalej niż zaliczanie kolejnych tomów sygnowanych nazwiskiem Davida Webera. Jednym słowem niezła książka dla średnio zaawansowanych.

 

   

 Maciej Czarnecki

„Gazeta Wyborcza" z dnia 7 stycznia 2008 r. napisała: 

Uniwersytet wydrukuje ci książkę na życzenie 

 

Zamiast biegać po księgarniach, wchodzę do internetu i zlecam druk książki. Płacę przelewem i za parę dni odbieram ją w drukarni. To nie film science fiction, tylko rzeczywistość w uczelnianym wydawnictwie

Na rynku pojawiła się właśnie publikacja "Temat: Książka. Prace studentów Zakładu Projektowania Graficznego wydziału sztuk pięknych UMK w Toruniu". Próżno jednak szukać jej w księgarniach. - Wydrukowaliśmy 200 egzemplarzy, ale do rozdysponowania w kręgu specjalistów i studentów - mówi Nikodem Pręgowski z ZPG UMK.

Inni mogą zamówić druk publikacji, nawet jednego egzemplarza. W miarę tanio (42 zł), sprawnie i poręcznie. Bez stosów piętrzących się tomów w magazynach i łańcucha dystrybucji.

Nowy system to zasługa cyfrowego sprzętu, jaki uczelnia zakupiła za prawie 800 tys. zł. - Dzięki niemu koszt druku jednego egzemplarza wypada nawet sześć razy taniej niż w przypadku tradycyjnego offsetu - mówi Włodzimierz Imbierowicz z Wydawnictwa Naukowego UMK.

Tak jest w wypadku bardzo niskich nakładów. Cyfrowy druk wychodzi taniej niż offset w partiach do 500 egzemplarzy. Ale specjalistycznych publikacji naukowych nie wypuszcza się wiele, więc oszczędności będą spore.

Największą zaletą digitalizacji jest jednak możliwość dodruku uniwersyteckich bestsellerów. Od marca ub. r. większość uczelnianych czasopism i książek powstaje na nowym sprzęcie. Wydawnictwo tworzy właśnie spis tych tytułów. - Gdy publikacja z listy zniknie z księgarskich półek, będzie można kliknąć w odpowiedni link i zamówić dodatkowy egzemplarz, i to w zwykłej cenie - mówi dyrektor Wydawnictwa Naukowego UMK prof. Mirosław Strzyżewski.

"Gazeta" odwiedziła drukarnię, by przekonać się na własne oczy, jak szybko płyta CD z projektem może zmienić się w gotową publikację.

Skład, opracowanie graficzne i typografię robi się na komputerze. Gdy do placówki trafia plik w formacie PDF, pracownicy uruchamiają maszyny drukujące (kolorową, która może wypluwać z siebie 4,8 tys. kartek na godzinę lub czarno-białą, która radzi sobie z 6 tys.). Masywne grafitowe urządzenia wydają z siebie senne pomruki, by już po chwili wystrzelić stosy zadrukowanego papieru. - Ta od marca ub. r. wyrzuciła z siebie już 3 mln kartek - Imbierowicz poklepuje czule czarno-białą Konikę Minoltę.

W następnej minucie gruby plik trafia pod gilotynę, która dzieli go na pół. I lśniące stalowe ostrze wchodzi w 200-stronicowy blok jak w masło. - Łatwiej drukować dwa egzemplarze naraz - tłumaczy Imbierowicz.

Później oklejarka skleja blok razem z okładką w temperaturze 170 st. C. Tu następuje jedyna przerwa w ekspresowej produkcji - nasze dzieło ma pół godziny, by obeschnąć i wystygnąć. Po upływie tego czasu trafia do trójpozycyjnego okrojnika, który precyzyjnie wyrównuje jego brzegi. To wszystko - kilkadziesiąt minut i trzymam w ręku gotową książkę. - Technika cyfrowa skróciła cały proces produkcji o ok. 60-70 proc. - ocenia Strzyżewski. - Dzięki niej już niebawem pojawią się na naszym uniwersytecie nowe serie wydawnicze z socjologii, filozofii kultury i edytorstwa. Planujemy również wydawać tłumaczenia klasyków współczesnej filozofii.

To nie koniec. Dzięki nowym maszynom każdy może wydrukować sobie własną książkę, nawet w jednym egzemplarzu. - Mieliśmy już taką historię. Miesiąc temu ktoś zamówił u nas 100 egzemplarzy w kolorze - zdradza Imbierowicz.

Koszty? Wydanie 300-stronicowego dzieła w nakładzie 500 egzemplarzy powinno zamknąć się (razem z drukiem, składem, opracowaniem graficznym i narzutem wydawniczym, jaki uczelnia wprowadziła dla publikacji "z zewnątrz") w 10 tys. zł.

Ale przy niższych nakładach cyfrowy druk wyjdzie i tak dużo taniej niż offset.

Druk na życzenie staje się coraz popularniejszy. Działa już strona internetowa Wyczerpane.pl, która współpracuje z ok. 120 wydawnictwami. Serwis oferuje klientom indywidualne dodruki tytułów, których nie można dostać w księgarniach. Za dodatkowe 10 zł można nawet zamówić sobie drukowaną dedykację.

Cyfrowa rewolucja ma też minusy. - Książki z nowych urządzeń nie mają już charakterystycznego zapachu - uśmiecha się z nostalgią Imbierowicz.


 

 Kamila Mróz

„Gazeta Pomorska" z dnia 14 października 2008 r. napisała:

Toruńskie „Inkunabuły w zbiorach Biblioteki w Pelplinie"

oraz „Lasery"
to jedne z najlepszych książek naukowych

 

Obie pozycje ukazały się nakładem Wydawnictwa Naukowego UMK.
W niedzielę zakończyły się XII Poznańskie Dni Książki Naukowej. Podczas Targów, organizowanych pod patronatem minister nauki ogłoszono wyniki dwóch konkursów: na najlepszą książką akademicką i najlepszy podręcznik akademicki.
      W Konkursie na Najlepszą Książkę Akademicką zdobyliśmy wyróżnienie za „Inkunabuły w zbiorach Biblioteki Seminarium Duchownego w Pelplinie" Janusza Tondela oraz nagrodę dziennikarzy za książkę „Odzież grobowa w Rzeczypospolitej w XVII i XVIII wieku" Anny Drążkowskiej, natomiast w konkursie na Najlepszy Podręcznik Akademicki otrzymaliśmy wyróżnienie za „Lasery" Bernarda Ziętka - mówi Maciej Mikulski z wydawnictwa.
       Wydawnictwo Naukowe UMK jako jedyne zostało nagrodzone aż za trzy publikacje.      

       Warto dodać, te toruńskim Muzeum Uniwersyteckim nadal można oglądać ciekawą wystawę inspirowaną publikacją prof. Janusza Tondela.
     Przypominamy, że od grudnia 2007 Wydawnictwo Naukowe UMK, funkcjonuje w nowej formie. Przede wszystkim jest już samodzielną jednostki toruńskiego uniwersytetu, nie zleca też druku książek na zewnątrz, ponieważ posiada własną, nowoczesną drukarnię cyfrową.

  

 Kamila Mróz

„Gazeta Pomorska" z dnia 27 marca 2008 r. napisała: 

LUDZIE. Kocha literaturę i muzykę
Mirosław Strzyżewski


Od początku roku jest dyrektorem Wydawnictwa Naukowego UMK, dla relaksu biega, najchętniej maratony.
Mirosław Strzyżewski - profesor Wydziału Filologicznego UMK, co może zaskakiwać, wcześniej skończył Technikum Budowlane. - I wcale tego nie żałuje - deklaruje. Wiedza i umiejętności, jakie wówczas zdobył, procentują do dzisiaj. - Gdybym tylko miał czas, sam zbudowałbym dom, ale kitu nikt mi nie wciśnie - śmieje się profesor.
     To właśnie w tym technikum rozwijał się także humanistycznie, pociągała go literatura - czytał Dostojewskiego i Szekspira, działał w teatrze, z sukcesami prowadził kabaret. Zastanawiał się jednak czy studiować filologię polską, czy geografię. Wygrała jego miłość do literatury, a geografię po latach wybrał jego, dziś 20-letni, syn Tomasz.
Profesor ma także inne miłości. W wieku 13 lat po raz pierwszy w życiu poszedł na koncert grupy SBB. - Potem przez tydzień byłem chory, nie mogłem ochłonąć. Poza muzyką rockową słucha też klasyki. Zresztą uważa: - Nie można być dobrym rockmanem bez znajomości muzyki klasycznej. Muzykę dzieli na dobrą i złą. Przykład złej? Proszę bardzo - kompozycje Piotra Rubika. Syn pana Mirosława również podziela pasję taty i ma zespół. Córka profesora - Emilka jest uczennicą III klasy szkoły muzycznej.
       Mirosław Strzyżewski od małego dziecka interesował się także sportem, Najpierw grał w hokeja na lodzie, potem biegał, np. w Budowlanych Toruń i w AZS-ie. Wyspecjalizował się w maratonach, zaliczył ich już 50. - Najlepsze pomysły miewam około trzydziestego kilometra, a potem to już jest tylko walka o życie. Jego rekord to 3 godziny, 13 minut. Do maratonu trzeba się przygotowywać pół roku codziennie, ale odkąd profesor został dyrektorem Wydawnictwa Naukowego UMK nie ma na to czasu. Stara się jednak biegać, dla relaksu po intensywnej pracy intelektualnej, przynajmniej 3-4 razy w tygodniu.
        Najpierw, od maja 2007 był pełnomocnikiem rektora ds. wydawnictwa, a od początku tego roku jest jego dyrektorem. Stawia na profesjonalizm, dlatego też wśród redaktorów chętnie widzi ludzi z doktoratem. Mówi, że wydawnictwo, po zakupieniu nowych maszyn cyfrowych, które pozwalają na drukowanie dowolnej liczby egzemplarzy danej książki, chce rozszerzyć działalność, np. podejmować przedsięwzięcia komercyjne, takie jak wydawanie podręczników edukacyjnych.
        Profesor nadal jest także prorektorem na Wydziale Filologicznym. - Moja kadencja się kończy i nie zamierzam ubiegać się o jej przedłużenie, chcę bardziej skupić na pracy w wydawnictwie - wyjaśnia. Nadal oczywiście pozostaje wykładowcą na tym wydziale; jako naukowiec zajmuje się badaniem literatury XIX wieku, zwłaszcza romantyzmu, związkami literatury z muzyką oraz edytorstwem i tekstologią.
Żona profesora jest także filologiem polskim, dyrektorem Zespołu Szkół nr 16 w Toruniu.


 

 Kamila Mróz

„Gazeta Pomorska" z dnia 25 marca 2008 r. napisała:

UMK. Rewolucja w książkach
Druk na życzenie za złotówkę

  

Teraz Wydawnictwo Naukowe UMK w każdym momencie może wydrukować dowolną liczbę danej książki.
[...] 1 grudnia 2007 roku rektor powołał Wydawnictwo Naukowe UMK, które stało się samodzielną jednostką usługową, wzorem innych wydawnictw uniwersyteckich, np. krakowskiego czy lubelskich.
Prof. Mirosław Strzyżewski mówi: - Mamy własną drukarnię cyfrową, która umożliwia nam prowadzenie mobilnej polityki wydawniczej, drukowanie i dodrukowywanie tylu egzemplarzy książek, ile potrzeba. To dzięki zakupionym przez uniwersytet, za prawie 1 mln zł, maszynom cyfrowym, na których odbywają się poszczególne etapy powstawania książki.
Do drukarni książka dociera w formacie PDF, gdzie składa się ją w komputerowym programie do impozycji (elektronicznego montażu), a następnie wysyła na twardy dysk cyfrowej maszyny do czarno-białego druku. Książka drukowana jest od razu w całym komplecie, w tzw. dupleksie, czyli z jednej i drugiej strony. W zależności od jej formatu (maksymalny to A3) jednorazowo maszyna może wypuścić do czterech sztuk kompletów danej książki.
Na drugiej maszynie, do koloru, drukuje się okładkę, która na kolejnym urządzeniu jest foliowana (na matowo lub błyszcząco). Blok tekstowy przecina gilotyna, a potem pracownicy drukarni wózkiem przewożą go do oklejarki. Tam okładka łączona jest z blokiem tekstowym. Gotową już książkę następna maszyna przycina do zadanego formatu.
[...] Drukarnia mieści się przy ul. Gagarina 5, a prawdopodobnie w czerwcu przeniesie się tam również pozostała część Wydawnictwa. W nim zmieniła się także struktura, powstały nowe działy, np. promocji, i zatrudniono nowych pracowników merytorycznych do opracowywania tekstów. [...]
Wydawnictwo uruchomiło także nową, nowoczesną stronę internetową. Znalazła się na niej m.in. platforma dla autorów i dziekanów, dzięki której redaktorzy mogą szybko skontaktować się z autorami, a dziekani sprawdzić, na jakim etapie znajduje się książka ich pracownika.
Za miesiąc rusza też nowa oferta wydawnicza dla wszystkich chętnych - druk na życzenie.
Za symboliczną złotówkę, po zalogowaniu, będzie można sobie wydrukować dowolny artykuł z książki.


  

Dziennik Toruński „Nowości" z dnia 20 marca 2008 r. napisał:

Wybitni karniści dyskutowali na UMK o polskim prawie

  

Czy polskie prawo karne można „zeuropeizować"? O tym dyskutowali wczoraj na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Mikołaja Kopernika wybitni karniści z uniwersytetów w Toruniu i Warszawie. Przyczynkiem dla konferencji była publikacja książki „Prawo karne i wymiar sprawiedliwości państw Unii Europejskiej. Wybrane zagadnienia". W dyskusji teoretycy prawa karnego mieli zderzyć się z toruńskimi pragmatykami. Nie do końca się to udało, bo część w ostatniej chwili zrezygnowała z udziału w konferencji. Do rozmów włączyli się przedstawiciele Prokuratury Okręgowej oraz Aresztu Śledczego. [...]

(ac)




Biuletyn Wydawnictwa

Jeśli są Państwo zainteresowani otrzymywaniem aktualnych informacji z Wydawnictwa Naukowego UMK, prosimy zapisać się do subskrypcji biuletynu.

Społeczność Facebook.com

Zamówienia: 87-100 Toruń, ul. Reja 25 tel./fax: (0 56) 611-42-38, e-mail: books@umk.pl