W mediach
www.swiatobrazu.pl Niedziela, 28 czerwca 2009 roku :
Do czytania i poznania świata z innej strony: Obrazy w sieci
Ostatnie tygodnie obfitowały w Polsce w nowe publikacje na temat fotografii - w ostatnim czasie ukazało ich się więcej niż w całym ubiegłym roku! Oto kolejna z nich - opisująca bardzo aktualne zjawisko z wielu punktów widzenia.
„Obrazy w sieci. Socjologia i
antropologia ikonosfery internetu” – wbrew mądrze brzmiącemu
tytułowi nie jest lekturą tylko dla akademików. Dowodem na to może
być chociażby nazwisko jednego z dwóch redaktorów książki –
Tomka Ferenca. Chociaż jest naukowcem, ma też na koncie już kilka
doskonale przyjętych przez szerokie grono czytelników książek o
fotografii.
Tę publikację Tomasz Ferenc zredagował wspólnie z
Krzysztofem Olechnickim z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, który to
uniwersytet jest też wydawcą tej książki. Publikacja ukazała się
w ramach Serii Wydawniczej Polskiego Towarzystwa
Socjologicznego.
”Obrazy w sieci” – to zbiór tekstów
wielu autorów, reprezentujących różne specjalności. Jednych
interesują zagadnienia socjologiczne, innych – artystyczne,
wszyscy jednak są zgodni: internet to zjawisko tak ważne i
odgrywające tak duży wpływ na życie współczesnych ludzi, że
trzeba mu się uważnie przypatrywać, badać, zadawać pytania. A
tym, na jak wiele sposobów można widzieć istnienie fotografii w
internecie, świadczą same już tematy rozdziałów.
Łukasz
Rogowski pisze o cielesności w internecie. I nie chodzi tu tylko o
cyberseks, choć i to ważna zjawisko. Autor cielesność rozumie
szerzej – odwołując się np. do sieciowych awatarów, których
wszak traktuje się jak żywych ludzi, którzy mogą chorować, muszą
się ubrać, marzną, czują ból. Paweł Szarek opisuje fenomen
serwisu YouTube, Agata Bachórz albumy zdjęć z podróży,
zamieszczane w sieci.
Serwisy społecznościowe (Nasza-klasa,
Grono, Facebook), randkowe, zrzeszające pracowników jakiejś branży
lub pracowników w ogóle (Goldenline) – przecież tu wszędzie są
zdjęcia! I to nie tylko te, przedstawiające twarze użytkowników.
Zalogowani w tych serwisach za pomocą zdjęć pokazują całe swoje
życie, swój dorobek, osiągnięcia – czy ktoś kiedykolwiek
przewidywał, że temu może służyć fotografia? Na co dzień,
używając przecież wszystkich tych serwisów, w ogóle się nie
zastanawiamy, jak wielką rolę odgrywa w nich fotografia. Bez niej
nikt by tam nie zaglądał...
Kolejne zagadnienie: szukanie w
sieci szczęścia lub ukojenia. Paweł Łuczeczko opisuje zjawisko
przeniesienia się z „reala” do sieci tzw. „łańcuszków
szczęścia”, a Lucyna Ratkowska i Ewelina Wejbert-Wąsiewicz piszą
o czymś jeszcze bardziej niezwykłym – o przezywaniu w internecie
żałoby. O wirtualnych cmentarzach i portalach, zrzeszających
rodziców, którzy stracili swoje dzieci.
Zupełnie inne zjawisko
zainteresowało Izę Franckiewicz – przebadała ona rozróżniła
„sztukę w sieci” i „sztukę sieci”. Pierwsza – to przede
wszystkim sposoby prezentacji w internecie dzieł, które istnieją w
rzeczywistości. Sztuka sieci zaś – to po prostu nowy kierunek w
sztuce, polegając na tworzeniu projektów artystycznych,
funkcjonujących wyłącznie w internecie, stworzonych na jego
potrzeby i z dopasowaniem się i wykorzystaniem jego właściwości.
Uwzględniając bogactwo ikonesfery
internetu, szczególnie interesujące zdają się przekształcenia
funkcji obrazów oraz cały szereg ich nowych społecznych zastosowań
i wielość estetyk obrazowania. Fotografia cyfrowa i rozwój
bazujących na internecie form komunikacji sprawiają, że przemianom
ulega sama istota fotografii, jej kulturowe znaczenia i społeczne
funkcje, zwłaszcza w kontekście wszechogarniającej kultury
globalizującego się świata i dominującej logiki społeczeństwa
konsumpcyjnego – piszą Tomasz Ferenc i Krzysztof Olechnicki we
wstępie do książki.
Publikacja „Obrazy w sieci” pokazuje
nam, że mimo że codziennie korzystamy w internetu, o wielu jego
cechach i zastosowaniach albo nie mamy pojęcia, albo po prostu o
nich nie myślimy. Niezwykle fascynującym jest ich odkrywanie,
uświadamianie sobie. A to bardzo ułatwia lektura niniejszej
publikacji.
[tekst Anna Cymer]
Nowa Fantastyka 7(322) 2009, s. 66:
Z PERSPEKTYWY AKADEMIKA
Uważam, że poważnych książek poświęconych polskiej literaturze fantastycznejnigdy nie dość. A może raczej wciąż jest za mało? W końcu fani fantastyki należą,moim zdaniem, do najbardziej żądnych tej swoistej metawiedzy czytelników literatury w ogóle. Tym razem ukazała się rozprawa naukowa poświęcona najbardziej, zdawałoby się, niepoważnej części pisarstwa fantastycznego -literaturze dla dzieci i młodzieży. Autorem ,,Czytania przyszłości" jest poważny badacz akademicki Maciej Wróblewski, dostajemy więc do rąk pracę spełniającąwszelkie akademickie wymogi. Jest kupa przypisów, rzetelna bibliografia, trochęprofesjonalnego żargonu i elegancki wstęp definiujący czym jest fantastyka, aczym literatura dla młodego czytelnika.
Dla osób lubiących, jak ja, grzebać w historii gatunku, to kolejne ciekawe źródło wiedzy, inspirujące do dalszego i głębszego penetrowania zapomnianych okolic. Właściwie samo skatalogowanie sporej ilości książek młodzieżowych zasługuje na pochwałę.To, moim zdaniem, podstawowa zaleta tomu. Nie do przecenienia. Polecam czytanie opisywanych przez Wróblewskiego powieści. Uwierzcie mi, stare książki dla młodzieży literacko często przerastają te serwowane ,,dorosłym" i dużo lepiej czyta się je po latach. Nie oznacza to oczywiście, że ,,Czytanie przyszłości"należy zacząć i skończyć na indeksie osób i tytułów. Wręcz przeciwnie - jeśli,drodzy potencjalni czytelnicy, nie jesteście całkowicie odporni (a może lepiej powiedzieć - uczuleni) na tego typu opracowania, możecie spokojnie sięgnąć po tę, w sumie nie za grubą, książkę. Pozwoli ona zobaczyć, jak zmieniało się podejściedo młodego czytelnika i jego wyobraźni na przestrzeni całego XX wieku.
Wsumie udane dziełko, w którym nie znajdziemy nowatorskich analiz i przełomowychodkryć z historii literatury, ale które wzbogaci wiadomości każdego prawdziwegoamatora powieści fantastycznych. Prawdziwego, czyli takiego, którego pasjaczytelnicza sięga dalej niż zaliczanie kolejnych tomów sygnowanych nazwiskiem Davida Webera. Jednym słowem niezła książka dla średniozaawansowanych.
[tekst Jerzy Stachowicz]
„Gazeta Wyborcza" z dnia 7 stycznia 2008 r. napisała:
Uniwersytet wydrukuje ci książkę na życzenie
Zamiast biegać po księgarniach, wchodzę do internetu i zlecam druk książki. Płacę przelewem i za parę dni odbieram ją w drukarni. To nie film science fiction, tylko rzeczywistość w uczelnianym wydawnictwie
Na rynku pojawiła się właśnie publikacja "Temat: Książka. Prace studentów Zakładu Projektowania Graficznego wydziału sztuk pięknych UMK w Toruniu". Próżno jednak szukać jej w księgarniach. - Wydrukowaliśmy 200 egzemplarzy, ale do rozdysponowania w kręgu specjalistów i studentów - mówi Nikodem Pręgowski z ZPG UMK.
Inni mogą zamówić druk publikacji, nawet jednego egzemplarza. W miarę tanio (42 zł), sprawnie i poręcznie. Bez stosów piętrzących się tomów w magazynach i łańcucha dystrybucji.
Nowy system to zasługa cyfrowego sprzętu, jaki uczelnia zakupiła za prawie 800 tys. zł. - Dzięki niemu koszt druku jednego egzemplarza wypada nawet sześć razy taniej niż w przypadku tradycyjnego offsetu - mówi Włodzimierz Imbierowicz z Wydawnictwa Naukowego UMK.
Tak jest w wypadku bardzo niskich nakładów. Cyfrowy druk wychodzi taniej niż offset w partiach do 500 egzemplarzy. Ale specjalistycznych publikacji naukowych nie wypuszcza się wiele, więc oszczędności będą spore.
Największą zaletą digitalizacji jest jednak możliwość dodruku uniwersyteckich bestsellerów. Od marca ub. r. większość uczelnianych czasopism i książek powstaje na nowym sprzęcie. Wydawnictwo tworzy właśnie spis tych tytułów. - Gdy publikacja z listy zniknie z księgarskich półek, będzie można kliknąć w odpowiedni link i zamówić dodatkowy egzemplarz, i to w zwykłej cenie - mówi dyrektor Wydawnictwa Naukowego UMK prof. Mirosław Strzyżewski.
"Gazeta" odwiedziła drukarnię, by przekonać się na własne oczy, jak szybko płyta CD z projektem może zmienić się w gotową publikację.
Skład, opracowanie graficzne i typografię robi się na komputerze. Gdy do placówki trafia plik w formacie PDF, pracownicy uruchamiają maszyny drukujące (kolorową, która może wypluwać z siebie 4,8 tys. kartek na godzinę lub czarno-białą, która radzi sobie z 6 tys.). Masywne grafitowe urządzenia wydają z siebie senne pomruki, by już po chwili wystrzelić stosy zadrukowanego papieru. - Ta od marca ub. r. wyrzuciła z siebie już 3 mln kartek - Imbierowicz poklepuje czule czarno-białą Konikę Minoltę.
W następnej minucie gruby plik trafia pod gilotynę, która dzieli go na pół. I lśniące stalowe ostrze wchodzi w 200-stronicowy blok jak w masło. - Łatwiej drukować dwa egzemplarze naraz - tłumaczy Imbierowicz.
Później oklejarka skleja blok razem z okładką w temperaturze 170 st. C. Tu następuje jedyna przerwa w ekspresowej produkcji - nasze dzieło ma pół godziny, by obeschnąć i wystygnąć. Po upływie tego czasu trafia do trójpozycyjnego okrojnika, który precyzyjnie wyrównuje jego brzegi. To wszystko - kilkadziesiąt minut i trzymam w ręku gotową książkę. - Technika cyfrowa skróciła cały proces produkcji o ok. 60-70 proc. - ocenia Strzyżewski. - Dzięki niej już niebawem pojawią się na naszym uniwersytecie nowe serie wydawnicze z socjologii, filozofii kultury i edytorstwa. Planujemy również wydawać tłumaczenia klasyków współczesnej filozofii.
To nie koniec. Dzięki nowym maszynom każdy może wydrukować sobie własną książkę, nawet w jednym egzemplarzu. - Mieliśmy już taką historię. Miesiąc temu ktoś zamówił u nas 100 egzemplarzy w kolorze - zdradza Imbierowicz.
Koszty? Wydanie 300-stronicowego dzieła w nakładzie 500 egzemplarzy powinno zamknąć się (razem z drukiem, składem, opracowaniem graficznym i narzutem wydawniczym, jaki uczelnia wprowadziła dla publikacji "z zewnątrz") w 10 tys. zł.
Ale przy niższych nakładach cyfrowy druk wyjdzie i tak dużo taniej niż offset.
Druk na życzenie staje się coraz popularniejszy. Działa już strona internetowa Wyczerpane.pl, która współpracuje z ok. 120 wydawnictwami. Serwis oferuje klientom indywidualne dodruki tytułów, których nie można dostać w księgarniach. Za dodatkowe 10 zł można nawet zamówić sobie drukowaną dedykację.
Cyfrowa rewolucja ma też minusy. - Książki z nowych urządzeń nie mają już charakterystycznego zapachu - uśmiecha się z nostalgią Imbierowicz.
[Tekst Maciej Czarnecki]
„Gazeta Pomorska" z dnia 14 października 2008 r. napisała:
Toruńskie „Inkunabuły w zbiorach Biblioteki w Pelplinie" oraz „Lasery"
to jedne z najlepszych książek naukowych
Obie pozycje ukazały się nakładem Wydawnictwa Naukowego UMK.
W niedzielę zakończyły się XII Poznańskie Dni Książki Naukowej. Podczas Targów, organizowanych pod patronatem minister nauki ogłoszono wyniki dwóch konkursów: na najlepszą książką akademicką i najlepszy podręcznik akademicki.
W Konkursie na Najlepszą Książkę Akademicką zdobyliśmy wyróżnienie za „Inkunabuły w zbiorach Biblioteki Seminarium Duchownego w Pelplinie" Janusza Tondela oraz nagrodę dziennikarzy za książkę „Odzież grobowa w Rzeczypolitej w XVII i XVIII wieku" Anny Drążkowskiej, natomiast w konkursie na Najlepszy Podręcznik Akademicki otrzymaliśmy wyróżnienie za „Lasery" Bernarda Ziętka - mówi Maciej Mikulski z wydawnictwa.
Wydawnictwo Naukowe UMK jako jedyne zostało nagrodzone aż za trzy publikacje.
Warto dodać, te toruńskim Muzeum Uniwersyteckim nadal można oglądać ciekawą wystawę inspirowaną publikacją prof. Janusza Tondela.
Przypominamy, że od grudnia 2007 Wydawnictwo Naukowe UMK, funkcjonuje w nowej formie. Przede wszystkim jest już samodzielną jednostki toruńskiego uniwersytetu, nie zleca też druku książek na zewnątrz, ponieważ posiada własną, nowoczesną drukarnię cyfrową.
[Tekst Kamila Mróz]
„Gazeta Pomorska" z dnia 27 marca 2008 r. napisała:
LUDZIE. Kocha literaturę i muzykę
Mirosław Strzyżewski
Od początku roku jest dyrektorem Wydawnictwa Naukowego UMK, dla relaksu biega, najchętniej maratony.
Mirosław Strzyżewski - profesor Wydziału Filologicznego UMK, co może zaskakiwać, wcześniej skończył Technikum Budowlane. - I wcale tego nie żałuje - deklaruje. Wiedza i umiejętności, jakie wówczas zdobył, procentują do dzisiaj. - Gdybym tylko miał czas, sam zbudowałbym dom, ale kitu nikt mi nie wciśnie - śmieje się profesor.
To właśnie w tym technikum rozwijał się także humanistycznie, pociągała go literatura - czytał Dostojewskiego i Szekspira, działał w teatrze, z sukcesami prowadził kabaret. Zastanawiał się jednak czy studiować filologię polską, czy geografię. Wygrała jego miłość do literatury, a geografię po latach wybrał jego, dziś 20-letni, syn Tomasz.
Profesor ma także inne miłości. W wieku 13 lat po raz pierwszy w życiu poszedł na koncert grupy SBB. - Potem przez tydzień byłem chory, nie mogłem ochłonąć. Poza muzyką rockową słucha też klasyki. Zresztą uważa: - Nie można być dobrym rockmanem bez znajomości muzyki klasycznej. Muzykę dzieli na dobrą i złą. Przykład złej? Proszę bardzo - kompozycje Piotra Rubika. Syn pana Mirosława również podziela pasję taty i ma zespół. Córka profesora - Emilka jest uczennicą III klasy szkoły muzycznej.
Mirosław Strzyżewski od małego dziecka interesował się także sportem, Najpierw grał w hokeja na lodzie, potem biegał, np. w Budowlanych Toruń i w AZS-ie. Wyspecjalizował się w maratonach, zaliczył ich już 50. - Najlepsze pomysły miewam około trzydziestego kilometra, a potem to już jest tylko walka o życie. Jego rekord to 3 godziny, 13 minut. Do maratonu trzeba się przygotowywać pół roku codziennie, ale odkąd profesor został dyrektorem Wydawnictwa Naukowego UMK nie ma na to czasu. Stara się jednak biegać, dla relaksu po intensywnej pracy intelektualnej, przynajmniej 3-4 razy w tygodniu.
Najpierw, od maja 2007 był pełnomocnikiem rektora ds. wydawnictwa, a od początku tego roku jest jego dyrektorem. Stawia na profesjonalizm, dlatego też wśród redaktorów chętnie widzi ludzi z doktoratem. Mówi, że wydawnictwo, po zakupieniu nowych maszyn cyfrowych, które pozwalają na drukowanie dowolnej liczby egzemplarzy danej książki, chce rozszerzyć działalność, np. podejmować przedsięwzięcia komercyjne, takie jak wydawanie podręczników edukacyjnych.
Profesor nadal jest także prorektorem na Wydziale Filologicznym. - Moja kadencja się kończy i nie zamierzam ubiegać się o jej przedłużenie, chcę bardziej skupić na pracy w wydawnictwie - wyjaśnia. Nadal oczywiście pozostaje wykładowcą na tym wydziale; jako naukowiec zajmuje się badaniem literatury XIX wieku, zwłaszcza romantyzmu, związkami literatury z muzyką oraz edytorstwem i tekstologią.
Żona profesora jest także filologiem polskim, dyrektorem Zespołu Szkół nr 16 w Toruniu.
[Tekst Kamila Mróz]
„Gazeta Pomorska" z dnia 25 marca 2008 r. napisała:
UMK. Rewolucja w książkach
Druk na życzenie za złotówkę
Teraz Wydawnictwo Naukowe UMK w każdym momencie może wydrukować dowolną liczbę danej książki.
[...] 1 grudnia 2007 roku rektor powołał Wydawnictwo Naukowe UMK, które stało się samodzielną jednostką usługową, wzorem innych wydawnictw uniwersyteckich, np. krakowskiego czy lublińskich.
Prof. Mirosław Strzyżewski mówi: - Mamy własną drukarnię cyfrową, która umożliwia nam prowadzenie mobilnej polityki wydawniczej, drukowanie i dodrukowywanie tylu egzemplarzy książek, ile potrzeba. To dzięki zakupionym przez uniwersytet, za prawie 1 mln zł, maszynom cyfrowym, na których odbywają się poszczególne etapy powstawania książki.
Do drukarni książka dociera w formacie PDF, gdzie składa się ją w komputerowym programie do impozycji (elektronicznego montażu), a następnie wysyła na twardy dysk cyfrowej maszyny do czarno-białego druku. Książka drukowana jest od razu w całym komplecie, w tzw. dupleksie, czyli z jednej i drugiej strony. W zależności od jej formatu (maksymalny to A3) jednorazowo maszyna może wypuścić do czterech sztuk kopletów danej książki.
Na drugiej maszynie, do koloru, drukuje się okładkę, która na kolejnym urządzeniu jest foliowana (na matowo lub błyszcząco). Blok tekstowy przecina gilotyna, a potem pracownicy drukarni wózkiem przewożą go do oklejarki. Tam okładka łączona jest z blokiem tekstowym. Gotową już książkę następna maszyna przycina do zadanego formatu.
[...] Drukarnia mieści się przy ul. Gagarina 5, a prawdopodobnie w czerwcu przeniesie się tam również pozostała część Wydawnictwa. W nim zmieniła się także struktura, powstały nowe działy, np. promocji, i zatrudniono nowych pracowników merytorycznych do opracowywania tekstów. [...]
Wydawnictwo uruchomiło także nową, nowoczesną stronę internetową. Znalazła się na niej m.in. platforma dla autorów i dziekanów, dzięki której redaktorzy mogą szybko skontaktować się z autorami, a dziekani sprawdzić, na jakim etapie znajduje się książka ich pracownika.
Za miesiąc rusza też nowa oferta wydawnicza dla wszystkich chętnych - druk na życzenie.
Za symboliczną złotówkę, po zalogowaniu, będzie można sobie wydrukować dowolny artykuł z książki.
[Tekst i fot. Kamila Mróz]
Dziennik Toruński „Nowości" z dnia 20 marca 2008 r. napisał:
Wybitni karniści dyskutowali na UMK o polskim prawie
Czy polskie prawo karne można „zeuropeizować"? O tym dyskutowali wczoraj na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Mikołaja Kopernika wybitni karniści z uniwersytetów w Toruniu i Warszawie. Przyczynkiem dla konferencji była publikacja książki „Prawo karne i wymiar sprawiedliwości państw Unii Europejskiej. Wybrane zagadnienia". W dyskusji teoretycy prawa karnego mieli zderzyć się z toruńskimi pragmatykami. Nie do końca się to udało, bo część w ostatniej chwili zrezygnowała z udziału w konferencji. Do rozmów włączyli się przedstawiciele Prokuratury Okręgowej oraz Aresztu Śledczego. [...] (ac)
